Jeszcze raz los uśmiechnął się do niego. Gdyby nie ciemność, nie spostrzegłby może świateł migających przed nim, nie na powitanie, lecz ostrzegawczo.
Policja przybyła tu przed nim, trzy lub cztery samochody, jak ocenił. Możliwe, że ruszyli w pościg za kimś innym, ale w to wątpił. Prawdopodobnie Narcyz, zdany na siebie, powiedział przedstawicielom prawa to, co powiedział Boone’owi. W takim razie był to komitet powitalny. Chyba już go szukali, dom po domu. A jeśli tu, to w Shere Neck także. Oczekiwano go.
Dzięki zasłonie nocy, zszedł z drogi prosto na pole rzepaku, gdzie mógł się położyć i obmyślić następne posunięcie. Z pewnością niemądrze byłoby zjawić się w Dwyer. Lepiej skierować się teraz do Midian, zapominając o głodzie i zmęczeniu i ufając, że gwiazdy i instynkt go zaprowadzą. Continue reading “dobry doktor, wciąż w pogoni za wiedzą”
Przyszedłeś zobaczyć, czy jestem jednym z was, czy nie!
Nie dał Boone’owi szansy zaprzeczenia, jego uniesienie przeszło w histerię.
- Siedzę tu i modlę się, żeby ktoś przyszedł; błagam, a ty tu jesteś cały czas i patrzysz, jak się udupiam! Patrzysz, jak się udupiam!
Zaśmiał się ciężko. Potem ciągnął śmiertelnie poważnie:
- Nigdy nie zwątpiłem, ani razu. Zawsze wiedziałem, że ktoś przyjdzie. Oczekiwałem jednak twarzy, którą rozpoznam. Może Marvina. Powinienem wiedzieć, że przyślą kogoś nowego. To oczywiste. A ty widziałeś, racja? Ty słyszałeś. Nie wstydzę się. Oni mnie nigdy nie zawstydzili. Zapytaj, kogo chcesz. Próbowali. Na okrągło. Dobrali się do mojej pieprzonej głowy i próbowali ją podzielić, próbowali wyrwać ze mnie Dzikich. Ale trzymałem się. Wiedziałem, że przyjdziesz prędzej czy później, więc chciałem być gotów. Dlatego to noszę. Continue reading “Obracał głową w lewo i w prawo.”
Nie masz czegoś na ból, człowieku? – odezwał się Narcyz, znów zmienionym tonem, tym razem przymilnym.
- Mam jakieś proszki – odparł Boone, pamiętając pigułki z dostawy Deckera. – Chcesz?
- Co tylko masz.
Boone był zadowolony, że się ich pozbędzie. Proszki trzymały jego głowę w kleszczach, doprowadzając go do punktu, gdzie nie zależało mu na tym, czy żyje, czy już nie. A teraz mu zależało. Znalazł miejsce, do którego mógł pójść, gdzie przynajmniej znajdzie kogoś, kto zrozumie koszmary, które znosił. Nie potrzebuje proszków, by dotrzeć do Midian. Potrzebuje siły i chęci przebaczenia. Tę drugą miał w sobie. Tę pierwszą jego poranione ciało będzie musiało znaleźć. Continue reading “Usiłował popełnić samobójstwo”