Prawdopodobnie wybudowano go, aby służył całemu regionowi, bo zajmował teren znacznie rozległej szy niż tego wymagały potrzeby Midian. Wiele grobowców imponowało swoimi rozmiarami, a nawet z odległości było widać, że układ alejek, drzew i grobów nadawał cmentarzowi wygląd małego miasta.
Boone ruszył w kierunku cmentarza schodząc po zboczu wzgórza, cały czas dobrze widząc samo miasto. Przypływ adrenaliny, związany z odnalezieniem i bliskością miasta, szybko minął, a ból i wyczerpanie, dotychczas stłumione oczekiwaniem, powróciły i mściły się na nim. Wiedział, że długo to nie potrwa, zanim mięśnie zawiodą całkowicie i padnie. Może za murami cmentarza znajdzie jakiś kącik? Tam ukryje się przed prześladowcami i da odpocząć kościom. Continue reading “Obejrzy je sobie o świcie.”
O małym Midian mogli zapomnieć kartografowie i ludzie ustawiający drogowskazy, ale czyż nie znalazł się tu ani jeden człowiek cierpiący na bezsenność? Czy dziecko, które bało się, gdy lampa nie świeciła przez całą noc? Bardziej prawdopodobne było to, że czekali na niego Decker i przedstawiciele prawa ukryci w cieniu, aż on głupi da się złapać w pułapkę. Najprostsze rozwiązanie – to dać nogę i pozwolić im dalej czuwać, ale na to nie miał już siły. Jeśli teraz się wycofa, ile będzie musiał czekać, żeby spróbować powrócić, co godzina przeprowadzając rozpoznanie?
Postanowił posuwać się skrajem miasta i zorientować się nieco w jego położeniu. Jeśli nie znajdzie śladu obecności policji, wejdzie tam, zdecydowany na wszystko. Nie po to przebył całą drogę, aby teraz zawracać. Continue reading “Midian to było miasto-widmo.”
Przyszedłeś zobaczyć, czy jestem jednym z was, czy nie!
Nie dał Boone’owi szansy zaprzeczenia, jego uniesienie przeszło w histerię.
- Siedzę tu i modlę się, żeby ktoś przyszedł; błagam, a ty tu jesteś cały czas i patrzysz, jak się udupiam! Patrzysz, jak się udupiam!
Zaśmiał się ciężko. Potem ciągnął śmiertelnie poważnie:
- Nigdy nie zwątpiłem, ani razu. Zawsze wiedziałem, że ktoś przyjdzie. Oczekiwałem jednak twarzy, którą rozpoznam. Może Marvina. Powinienem wiedzieć, że przyślą kogoś nowego. To oczywiste. A ty widziałeś, racja? Ty słyszałeś. Nie wstydzę się. Oni mnie nigdy nie zawstydzili. Zapytaj, kogo chcesz. Próbowali. Na okrągło. Dobrali się do mojej pieprzonej głowy i próbowali ją podzielić, próbowali wyrwać ze mnie Dzikich. Ale trzymałem się. Wiedziałem, że przyjdziesz prędzej czy później, więc chciałem być gotów. Dlatego to noszę. Continue reading “Obracał głową w lewo i w prawo.”
Nie masz czegoś na ból, człowieku? – odezwał się Narcyz, znów zmienionym tonem, tym razem przymilnym.
- Mam jakieś proszki – odparł Boone, pamiętając pigułki z dostawy Deckera. – Chcesz?
- Co tylko masz.
Boone był zadowolony, że się ich pozbędzie. Proszki trzymały jego głowę w kleszczach, doprowadzając go do punktu, gdzie nie zależało mu na tym, czy żyje, czy już nie. A teraz mu zależało. Znalazł miejsce, do którego mógł pójść, gdzie przynajmniej znajdzie kogoś, kto zrozumie koszmary, które znosił. Nie potrzebuje proszków, by dotrzeć do Midian. Potrzebuje siły i chęci przebaczenia. Tę drugą miał w sobie. Tę pierwszą jego poranione ciało będzie musiało znaleźć. Continue reading “Usiłował popełnić samobójstwo”