Jeśli nie istniało, jeśli było tylko talizmanem dla przerażonych i zagubionych – to też miało sens. Chciał spotkać śmierć, jaka go oczekiwała w poszukiwaniu krainy nigdzie nie istniejącej. To lepsze niż proszki, lepsze niż bezowocna gonitwa Deckera w poszukiwaniu związków i przyczyn.
Próba doktora, by wykorzenić potwora z Boone’a, skazana była na niepowodzenie. To jasne jak słońce. Boone-człowiek i Boone-potwór nie dawali się od siebie oddzielić. Stanowili jedność; podróżowali tą samą drogą w tym samym ciele i umyśle. A cokolwiek znajdowało się na końcu tej drogi, śmierć czy chwała, było przeznaczeniem ich obu.
Na wschód od Peace River, mówił Narcyz, obok miasteczka Shere Neck, na północ od Dwyer. Continue reading “Złapie tam okazję, dokąd tylko sobie zażyczy”
