Jeszcze raz los uśmiechnął się do niego. Gdyby nie ciemność, nie spostrzegłby może świateł migających przed nim, nie na powitanie, lecz ostrzegawczo.
Policja przybyła tu przed nim, trzy lub cztery samochody, jak ocenił. Możliwe, że ruszyli w pościg za kimś innym, ale w to wątpił. Prawdopodobnie Narcyz, zdany na siebie, powiedział przedstawicielom prawa to, co powiedział Boone’owi. W takim razie był to komitet powitalny. Chyba już go szukali, dom po domu. A jeśli tu, to w Shere Neck także. Oczekiwano go.
Dzięki zasłonie nocy, zszedł z drogi prosto na pole rzepaku, gdzie mógł się położyć i obmyślić następne posunięcie. Z pewnością niemądrze byłoby zjawić się w Dwyer. Lepiej skierować się teraz do Midian, zapominając o głodzie i zmęczeniu i ufając, że gwiazdy i instynkt go zaprowadzą.
Wstał, przesiąknięty zapachem ziemi i skierował, się tam, gdzie jego zdaniem była północ. Wiedział, że może chybić celu o kilka mil, mając tak ogólne namiary, albo równie łatwo nie dostrzec go w ciemności. Nieważne; nie miał wyboru, co stanowiło jakieś pocieszenie.
W trakcie swej krótkiej, złodziejskiej akcji nie , zdobył zegarka, więc upływ czasu mógł ocenić obserwując tylko powolny ruch konstelacji nad głową. Powietrze stało się chłodne, potem lodowate, ale kroczył dalej pomimo bólu, unikając, jak tylko możliwe, dróg, chociaż łatwiej by się po nich szło niż po zaoranym i obsianym gruncie. Było to rozsądne posunięcie. W pewnym momencie zobaczył dwa samochody policyjne, a za nimi czarną limuzynę, które po cichu ciągnęły drogą, którą przekroczył minutę wcześniej. Nie umiał wytłumaczyć dlaczego, ale był pewien, i to bardzo, że pasażerem limuzyny był Decker, dobry doktor, wciąż w pogoni za wiedzą.
I wtedy – Midian.
Znikąd – Midian. W jednej chwili noc, która była bezkształtną ciemnością, przeobraziła się w zgrupowanie budynków na horyzoncie, których malowane ściany słabo świeciły szaroniebieską poświatą pod gwiazdami. Boone stał tak przez kilka minut i napawał się widokiem. W żadnym z okien nie paliło się światło, ani na żadnym ganku. Musiało być już dobrze po północy, a mężczyźni i kobiety w miasteczku, wstający rano do pracy, powinni już spać. Ale ani jednego światła? To go zdziwiło.
