O małym Midian mogli zapomnieć kartografowie i ludzie ustawiający drogowskazy, ale czyż nie znalazł się tu ani jeden człowiek cierpiący na bezsenność? Czy dziecko, które bało się, gdy lampa nie świeciła przez całą noc? Bardziej prawdopodobne było to, że czekali na niego Decker i przedstawiciele prawa ukryci w cieniu, aż on głupi da się złapać w pułapkę. Najprostsze rozwiązanie – to dać nogę i pozwolić im dalej czuwać, ale na to nie miał już siły. Jeśli teraz się wycofa, ile będzie musiał czekać, żeby spróbować powrócić, co godzina przeprowadzając rozpoznanie?
Postanowił posuwać się skrajem miasta i zorientować się nieco w jego położeniu. Jeśli nie znajdzie śladu obecności policji, wejdzie tam, zdecydowany na wszystko. Nie po to przebył całą drogę, aby teraz zawracać.
Midian nie odkryło się przed nim, gdy zaczął je okrążać od południowo-wschodniego krańca. Widział tylko pustkę. Nie tylko ani śladu samochodów policyjnych na ulicach czy między domami; w ogóle nie było tam żadnych pojazdów policyjnych, czy innych – żadnych ciężarówek, samochodów terenowych. Zaczynał się zastanawiać, czy przypadkiem nie było to miasto zamieszkane przez jedną z tych wspólnot religijnych, których przekonania nie pozwalają na używanie elektryczności czy silnika spalinowego.
Gdy wspinał się na grzbiet niewielkiego wzgórza, gdzie leżało Midian, pojawiło się drugie, prostsze wyjaśnienie. Po prostu w Midian nikt nie mieszkał. Ta myśl kazała mu się zatrzymać. Gapił się na domy, szukając jakichś śladów rozpadu, ale nie znalazł ich. Dachy nienaruszone, o ile mógł dostrzec, żaden z budynków nie wydawał się rozpadać. Jednocześnie, przy takiej spokojnej nocy, słyszał szmer gwiazd, lecz nie słyszał żadnych odgłosów dochodzących z miasteczka. Jeśli ktoś w Midian jęczał przez sen, noc tłumiła ten dźwięk i pozostawała tylko cisza.
Midian to było miasto-widmo.
Nigdy w swoim życiu nie czuł się tak opuszczony. Stał jak pies, który wraca do domu i nie zastaje swoich właścicieli; nie wiedząc, co teraz oznacza życie albo co będzie oznaczało.
Tak trwał kilka minut, zanim wyrwał się z tego stanu i kontynuował swój obchód miasta. Dwadzieścia jardów dalej ujrzał jednak widok o wiele bardziej tajemniczy nawet jak na opustoszałe Midian.
Po przeciwległej stronie miasta leżał cmentarz. Ze swego punktu widokowego widział go doskonale, chociaż otaczały go wysokie mury.
