Chcesz zobaczyć? – powiedział znów.
Boone odparł półgłosem:
- Nie rób tego.
Nie słyszał. Ostrym szarpnięciem do góry Narcyz oderwał maskę skóry od mięśni pod spodem; zdzierał, aż odkrył swoją prawdziwą twarz.
Boone usłyszał czyjeś krzyki dobiegające zza niego. Drzwi otwarły się i jedna z pielęgniarek stanęła na progu. Widział ją kątem oka: twarz bielsza niż fartuch, usta szeroko otwarte; a za nią korytarz i wolność. Nie mógł jednak oderwać wzroku od Narcyza, dopóki krew wypełniająca przestrzeń między nimi wyparła ten drugi widok. Chciał zobaczyć tajemną twarz tego człowieka. Dzikiego pod skórą, Dzikiego przygotowującego go do spokoju Midian. Czerwony deszcz powoli się rozpraszał. Przestrzeń przejaśniała się. Znów ujrzał tę twarz, przez chwilę, ale nie rozumiał jej złożoności. Czy to anatomia bestii obnażyła się przed nim i warczała, czy też tkanka ludzka dogorywała w wyniku samookaleczenia? Jeszcze chwila, a zrozumie… Continue reading “skowyt wściekłości, żałośnie ludzki”
Przyszedłeś zobaczyć, czy jestem jednym z was, czy nie!
Nie dał Boone’owi szansy zaprzeczenia, jego uniesienie przeszło w histerię.
- Siedzę tu i modlę się, żeby ktoś przyszedł; błagam, a ty tu jesteś cały czas i patrzysz, jak się udupiam! Patrzysz, jak się udupiam!
Zaśmiał się ciężko. Potem ciągnął śmiertelnie poważnie:
- Nigdy nie zwątpiłem, ani razu. Zawsze wiedziałem, że ktoś przyjdzie. Oczekiwałem jednak twarzy, którą rozpoznam. Może Marvina. Powinienem wiedzieć, że przyślą kogoś nowego. To oczywiste. A ty widziałeś, racja? Ty słyszałeś. Nie wstydzę się. Oni mnie nigdy nie zawstydzili. Zapytaj, kogo chcesz. Próbowali. Na okrągło. Dobrali się do mojej pieprzonej głowy i próbowali ją podzielić, próbowali wyrwać ze mnie Dzikich. Ale trzymałem się. Wiedziałem, że przyjdziesz prędzej czy później, więc chciałem być gotów. Dlatego to noszę. Continue reading “Obracał głową w lewo i w prawo.”
Nie masz czegoś na ból, człowieku? – odezwał się Narcyz, znów zmienionym tonem, tym razem przymilnym.
- Mam jakieś proszki – odparł Boone, pamiętając pigułki z dostawy Deckera. – Chcesz?
- Co tylko masz.
Boone był zadowolony, że się ich pozbędzie. Proszki trzymały jego głowę w kleszczach, doprowadzając go do punktu, gdzie nie zależało mu na tym, czy żyje, czy już nie. A teraz mu zależało. Znalazł miejsce, do którego mógł pójść, gdzie przynajmniej znajdzie kogoś, kto zrozumie koszmary, które znosił. Nie potrzebuje proszków, by dotrzeć do Midian. Potrzebuje siły i chęci przebaczenia. Tę drugą miał w sobie. Tę pierwszą jego poranione ciało będzie musiało znaleźć. Continue reading “Usiłował popełnić samobójstwo”